loading . . . Mayhem, Marduk, Immolation (Gdańsk, B90 24.02.2026) **Powiedzieć, że line-up wtorkowego koncertu w B90 był bardzo mocny, to nic nie powiedzieć**. Wszystkie trzy kapele, które zajechały tego dnia do Gdańska, to absolutne legendy, dla wielu metalowców ważniejsze niż Metallica czy Slayer. Tak się złożyło, że nigdy wcześniej nie miałem przyjemności zobaczyć na żywo Immolation, choć ich muzyka towarzyszy mi przynajmniej od czasów studenckich. Ani Marduka. Mayhem natomiast widziałem wcześniej dwukrotnie i oba występy były obłędne. Nie miałem nic przeciwko temu, żeby zobaczyć trzeci.
Immolation / fot. Piotr Bardo
**Chyba najbardziej zależało mi na Immolation**. Panowie żyją sobie w Nowym Jorku, więc siłą rzeczy, mieszkając w Polsce, trudniej na nich trafić niż na Skandynawów. Immolation to duża kapela, ale nie tak duża jak Mayhem i Marduk. Dla koneserów death metalu to jednak jednak jeden z najsmaczniejszych dostępnych na rynku produktów. Zespół zajebiście kreatywny, unurzany w ogniu piekielnym po uszy i potrafiący wycisnąć z gatunku samiutką esencję. Jak to wypada na żywo? Dokładnie tak, jak powyżej. Byłem zachwycony ich setem. Zwłaszcza, że otwierali koncert, więc po pierwsze pod sceną nie było jeszcze zbyt gęsto, a po drugie fajnie brzmieli od pierwszego numeru.
**A propo’s gęstości pod sceną – ludzi w B90 było tego dnia mnóstwo**. Ostatni raz widziałem taki ścisk w tym klubie na Nile podczas Mystic Festival. Zawsze miło zobaczyć, że koncert kapel, którym się kibicuje, wziął się i wyprzedał. Zwłaszcza, że był to wtorek, dzień nieszczególnie sprzyjający imprezom.
Marduk / fot. Piotr Bardo
Po Immolation zajmowałem na tyle strategiczne miejsce, że postanowiłem nie ruszać się spod sceny. Zgodnie z przewidywaniami na Marduk zeszło się więcej ludzi, również wojowników moshpitu, którzy w międzyczasie zdążyli wprawić się w odpowiedni nastrój napojami wyskokowymi. Sam koncert Szwedów zaczął się jednak (przynajmniej moim zdaniem) niemrawo. Pomiędzy setami wymieniono cały backline, przez co akustycy musieli trochę powalczyć z ustawieniami, żeby Marduk zabrzmiał. Z numeru na numer było jednak coraz lepiej i szybko okazało się, że ten zespół to jest, kurwa, potwór. Z muzyką Marduka jestem osłuchany mniej niż z Immolation czy Mayhem. Owszem, mam ich na radarze od dawna i sprawdzam kolejne wydawnictwa, ale żadne z nich nigdy nie wciągnęło mnie na dłużej. Na żywo jednak była to całkiem inna para kaloszy. **Dzikość, szaleństwo, ogień i zło. Marduk nawiązał świetny kontakt z publicznością i rozbujał imprezę jak trzeba**. Jedno mnie tylko u nich drażni – mają jedną gitarę i bas z nieprzesadnie odkręconym gainem, więc jak leci solówka czy jakaś melodyjka na strunach wiolinowych, robi się pusto. To subiektywne odczucie – pewnie gdybym słuchał ich więcej, to bym się przyzwyczaił.
Mayhem / fot. Piotr Bardo
**No dobra, pogadajmy o Mayhem.** W odróżnieniu od większości najprawdziwszych czarnometalowców, uważam że “De Mysteriis Dom Sathanas” to nie jest najlepsza ich płyta. Osobiście wolę chociażby “Chimerę”, gdzie muzyka jest znacznie ciekawsza, wyraźniejsza, dojrzalsza i co najmniej równie złowroga. Ich nowy album “Liturgy of Death”, który przyjechali do Gdańska promować, to dobra płyta, ale daleka od ich szczytowych osiągnięć. Z występem Norwegów było podobnie – zagrali dobrze, ale to nie był najlepszy koncert Mayhem jaki widziałem. Mocno przyłożyli się do aranżacji sceny i w ogóle strony wizualnej. Attila nawet pokusił się o zmianę stylizacji w trakcie seta, niczym Cristiano Ronaldo w przerwie meczu. Niestety brzmienie nie bardzo mi leżało. Partie gitar rozmywały się, efekt był interesujący, ale nie kopało to po jajcach jak na Immolation czy Marduku. Nie do końca przekonała mnie też komiksowość niektórych wizualizacji. Nie wymagam od nich, żeby na scenie lała się krew jak za czasów Deada czy Maniaca, ale chyba wolę Mayhem w wersji saute niż w obecnej odsłonie. Tyle dobrego, że każdy ich występ jest inny, więc zapewne następnym razem wizualizacja będzie inna (lub w ogóle jej nie będzie).
Podsumowując – nażarłem się metalu do syta i długo jeszcze będę ten koncert wspominał. Kto przegapił – ten trąba. Trzy kapele tego formatu na tej samej scenie zdarzają się ekstremalnie rzadko, przynajmniej na koncertach klubowych. Trzeba więc być wdzięcznym Szatanowi za to nasze B90, mimo że ścisk, kolejki i że jak nie zajmiesz sensownego miejsca to niewiele z koncertu zobaczysz. https://www.rock3miasto.pl/relacje/mayhem-marduk-immolation-gdansk-b90-2026/